Biurokracja wspiera naukę
Formalności, formalizmy - uciążliwości i kilka zalet
Wielu zrażonych potyczkami z krajowymi urzędnikami z nadzieją wypatruje nowych możliwości w Europie. Ci zaś co próbowali przebić się przez zaporę niezrozumiałego dla zwykłego śmiertelnika żargonu już na wstępie wyrobili sobie pojecie o całej tej Brukseli. Gdy porzuci się jednak wszystkie uprzedzenia i zauważy ogrom chętnych - przygotowujących wnioski, tych co pracują w projektach i radzą sobie z tą biurokracją coś każe zastanowić się nad motywacją tych ludzi.
Może warto przysłuchać się opinii naszych rodaków, którzy już próbowali swoich sił w poprzednich programach. Potwierdzają oni obawy o przewlekłych procedurach, z drugiej jednak strony wysoce cenią sobie doświadczenia wyniesione z projektów europejskich. Działanie podporządkowane celowi, orientacja na efektywność, prestiż pracy w europejskim gronie i europejskie pieniądze, które, choć to nie to wymarzone Eldorado, jednak nie są do pogardzenia. Długie procedury i formalizmy wynikają ze złożoności całej tej Wspólnej Europy, gdzie swoje interesy chronią poszczególne państwa (reprezentowane w decydującej Radzie Ministrów Europy, a na szczeblu programu - Komisji Zarządzającej Programem), podatnicy, których interesu broni Parlament Europejski (jeżeli już podatnik ma łożyć na naukę to niech ona spróbuje rozwiązywać jego codzienne problemy); jeszcze ciała doradcze reprezentujące różne branże, Komisja Europejska, która wszystkim administruje. I na sam koniec ambicje wszystkich każące publikować wszelkie wiążące prawnie dokumenty (np. call for proposals) we wszystkich 11 oficjalnych językach Unii Europejskiej. Nie dziwi więc, że samo przygotowanie założeń i budżetu 5 Programu, oficjalnie rozpoczęte w 1996 roku, po kolejnych posiedzeniach wszystkich wymienionych wyżej ciał, korektach i negocjacjach w ogromnym pośpiechu zatwierdzono oficjalnie 22 grudnia 1998 roku. Dzięki temu udało się ocalić dopisek w nazwie programu (1998-2002). Zawiłość procedur nie jest obojętna dla uczestnika projektu. Komisja zrobi wszystko aby do końca grudnia ruszyły projekty złożone w odpowiedzi na konkursy ogłoszone w marcu. Tylko jednak dlatego, że jak każda "budżetówka" musi wydać (zaplanowane w budżecie na dany rok) pieniądze i uchronić się przed cięciami finansów w roku następnym. Notabene to też jest powód, dla którego Komisja bardzo niechętnie przyjmuje zwrot niewykorzystanych (a przecież już wydanych przez nią) środków. Są też pewne zalety całych tych procedur - to nie urzędnik z Komisji zdecyduje, który projekt będzie finansowany. W największej mierze zależy to od oceny niezależnych ekspertów, jeżeli ktoś nie wierzy niech zapyta tych uczonych, którzy już byli ekspertami lub sam spróbuje swoich sił na tym polu (ogłoszenia są cały czas przyjmowane mimo lutowego terminu do zespołów eksperckich dla potrzeb marcowych konkursów). Tylko najwyższe noty we wszystkich kategoriach dają przepustkę do "short listy" zakwalifikowanych projektów. Ostateczną decyzję o finansowaniu (lub nie) podejmuje Komisja zarządzająca Programem reprezentująca wszystkie państwa, a które członkowie są zazwyczaj bardzo dociekliwi czy projekty z ich krajów nie były pokrzywdzone i uważnie patrzą na ręce urzędniom. I mają rację.